Opowieści wędkarza z nad wody

Relaks wedkarski

Od ponad dwoch tygodni pogoda nie rozpieszcza. Deszcz leje prawie co dzień, a jeśli nie pada to wieje okropnie. Za dnia nadal bywa cieplo i przyjemnie. Noca temperatury spadly znacznie choć jeszcze przymrozkow nie było. Istna huśtawka.

Na szczęście dni, które przeznaczylem na wedkarski relaks, a także jesienne zawody polonijne okazały się całkiem znosne. Coraz mniej ludzi nad wodą. Pasuje mi taka cisza. Ryby mimo nie do końca sprzyjajacych warunkow nadal dają się polowic nieźle. Niestety to już nie lato. Dłuższy okres sloty namieszal dość mocno i żeby dobrać się im do skóry trzeba było zmienić nieco menu.
Jako, że wielkimi krokami nadchodzi zima, a ta to domena białego koloru, chleba tostowego czy robactwa, ostatnie wyjazdy poświęciłem na testy i obserwacje. Pierwsza jaka mi się rzuciła wręcz w oczy to mniejsza skuteczność moich kolorowych wafterow szczególnie w slodziutkich smakach. Wyjątek stanowi czerwony o zapachu kryllowym ten nadal daje dużo bran. Pozostałe nie przestały łowić, ale ich skuteczność spadła drastycznie.
Nadal mam w pamięci letnie zawody podczas których złoty kolor waftera o czekoladowym smaku lowil jak szalony. Do głosu doszły także halibut i ostra kiełbasa. Oczywiście one lowily ryby, ale ich skuteczność  była dość mizerna na moich wodach. Czekałem aż do jesieni.

Obsrewacje prowadzę od kilku lat i zawsze zaczynają być o wiele skuteczniejsze w chłodnej wodzie. Leżały na dnie torby, a teraz są cały czas pod ręką. Użyte zarówno do metod gruntowych czy tyczki i tu i tu radzą sobie znakomicie. Co ciekawe wcale nie sa malutkich rozmiarów. Tak jakby ryby przygotowując się do zimy chętniej atakowaly przynęty większe.

8 mm to teraz czesty widok na moim haku. Eksperymenty poszły dalej. Od dawna wiem iż ryby lubią nieco podmoczony w wodzie pellet. Jego powierzchniowa warstwa robi się miękka przy czym twardy środek nadal pozwala nan łowić i nie rozpada się przez jakiś czas. Sięgnąłem więc po coś przypominającego te sytuacje, a mianowicie miękki pellet. Przypomina żelki dla dzieci. Oczywiście zapachy jesienne czyli kryll i halibut i zadziałało.
Podczas jednej z wypraw odnalazłem małe zapomniane pudełeczko takiego miękkiego pelletu o kolorze biały i jakimś slodkawym posmaku. Jak długo przelezalo w torbie ciężko powiedzieć, ale się doczekało. Po prostu chciałem sprawdzić czy kolor zadziała. Przez cały sezon próbowałem i wszystkie ryby zlowieone na biały kolor można by policzyć na palcach jednej ręki. Pewnie dlatego trafiło na sam spod.

Ostatnie sezony zimowe częściej korzystałem z robactwa i chleba więc jakoś je pomijalem. Choć od wielu osób słyszałem o skutecznosci właśnie w tym okresie. No to czemu nie spróbować.

Rozmiar iście zimowy 4 mm wiec zalozylem dwa na raz na krótkim włosie. Ryby wyraźnie chcą większych porcji. Tak sobie to wykombinowalem i tak zrobiłem. Lowilem akurat tyczka. Leszcze braly calkiem chetnie na czerwony kryllowy. Zmiania na bialy i efekt całkiem dobry. Leszcze, a później i karpie bez problemu zajadaly się przyneta. Kolor wcześniej okropny naraz stał się sympatyczny i przyjemny dla ryb. Spróbowałem też kombinacji białego z czerwonym. To było zdecydowanie najskuteczniejsze połączenie. Pudełko przez cała zime pewnie będę miał pod ręką. Nadszedł jego czas.
Przywiozłem ze soba takze chleb tostowy. Kolorem niewiele odbiegajacy od białego pelletu. Przy pomocy wykrojnika przygotowalem sobie kilka krążków 6 mm i 8 mm. Ten sam system co miękkie pellety. Dwa krążki na krótkim włosie z push-stopem. Dodatkowo do zanęty dosypalem trochę mielonego pieczywa. To połączenie dało mi sporo bran, ale to jeszcze nie to. Nadal ryby wybieraly chetniej śmierdzące pellety. Nie zrażam się już.

Widziałem jak mordercza bywa ta przynęta w samym środku zimy. Podpowiedzial mi to znajomy. Pochmurny grudniowy dzien okazal sie mimo niskiej temperatury goracy.

Ryby szalaly i chętnie chwytaly chleb. Oszczędne necenie mielonym chlebem i sukces. Niby nie powinny już karpie brać, a jednak dało radę skusić. Tak samo w okresie zimowym będę miał pod ręką choć kromke. Nigdy nic nie wiadomo. Ostatnimi czasy z lenistwa ograniczylem się do białych robaków lub pinki. Nie narzekam nie jeden leszcz dał się skusić. Skoro jednak mam do wyboru kilka możliwości to zabiore ze soba wiecej. Lenistwo czasem moze zaszkodzic. Lepiej nosić niż się prosić.
Ostatnia rzecz tym razem nie dla ryb, a dla mnie. Nie raz zdarza mi sie samemu siedzieć na łowisku i to przez cały dzień. Jesienna pogoda często odstrasza. O wyniki coraz trudniej. Czasem w ogóle na żadne sztuczki ryby nie skusi. Wrony kracza siedząc na czubkach ogoloconych z liści drzew. Często palce i nos marzną. To wszystko mało ważne. Liczy się czas spędzony nad wodą.
Daleko od zgiełku dnia codziennego. Tak jakbym znalazł się w innej czasoprzestrzeni. Gdyby nie gestniejace ciemnosci oznajmiajace najwyższy czas by wrócić do rzeczywistosci, moglbym tak trwac do konca świata. Ja, woda i moje ryby choć dziś kompletnie nie chciały brać. A może ja ich po prostu nie chciałem złapać. I tak wygladal mój wedkarski relaks:-)

ZAPRASZAM NA BLOGI POWIĄZANE:

NA MARGINESIE ŻYCIA

Wiersze Ewy

Zdj. tytułowe własne

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: