Opowieści wędkarza z nad wody

NIESPODZIANKA NA RYBACH

Chłodny i lekko mglisty poranek powitał mnie nad wodą. Mimo szybko wędrujące słońca po niebosklonie podczas szykowania sprzętu i zamlnet czułem chłodny jesienny oddech na karku i plecach.

Zwykle około godziny zajmuje mi rozstawienie się z neceniem. Potem robię chwilę przerwy na łyk kawy z termosu badz energetyka. To nie zawody nie ma pośpiechu. Na pierwszy ogień oblawiam miejscowke necona pod tyczkę. Kontakt z ryba był niestety chyba podczepilem ją bo po krótkim holu spiela się, a na haku pozostała spora luska. No nic pewnie za szybko oblawiam te miejscówke.
Zmiana na feedera i 32 gramowy podajnik hybrydowy z pomaranczowym wafterem laduje w wodzie. Na ok. 30 m. W podajniku mieszanina mikropelletow nasaczonych woda i lekko olejem o zapachu czegoś bliżej nie określonego bardzo słodkiego. Miejsce feederowe necone wstepnie zaneta halibutowo konopna z dodatkiem różnej wielkości pelletow nietlustych ani też zapachowych.

Tuż po zaneceniu pojawiły się tam spore ilości babli gazu uwalnianych prawdopodobnie przez żerujące tam ryby. To dobry znak.

Chciałem pozostawic miejsce na dłużej bez oblawiania aby ryby mi się tam ładnie zadomowily, ale skoro tyczka na razie odmawia posłuszeństwa to zaczne wcześniej. Brania pojawiły się natychmiast. Dwa piękne leszcze lądują w podbieraku. Nie za duży karpik i tak jak szybko się pojawiły tak szybko znikły. Nim się rozlozylem na dobre nim ryby zanecilem i nim zaczelo przynosic to efekty, słońce podniosło się już wysoko na niebosklonie, a z nieba zaczął lac się niemiłosierny żar.
Spojrzałem na zegarek. Dziesiąta rano. No ale to już ponad połowa września minęła . No niestety słońce ma nadal swoja moc. Ani chmurki żeby je oslonilo. Wraz z palacymi promieniami pojawiły się ślady ryb splawiajacych w powierzchniowych warstwach wody. Kawał czasu smażyłam cztery litery swoje uparcie zmieniając feedera na tyczke i odwrotnie. Sąsiedzi też nic nie lowili. Od czasu do czasu przypadkowa sztuka.

Około pierwszej w południe zrobiłem przerwe. Czas na małe zakupy w sklepiku wędkarskim i rozprostowac kości.

Po drodze odwiedziłem kolegów, którzy wybrali się na wieczorowe lowieniu tu i właśnie rozstawiali. Zamarudzilem w ten sposób prawie godzine. Kolega miał podobne spostrzezenie do mojego. Ryba ewidentnie kręciła się w powierzchniowych warstwach (mam na mysli karpie) natomiast palace promienie słońca zle chyba wpłynęły na leszcze bo zerowaly słabo i niechętnie.
Kiedy wróciłem wreszcie do siebie spojrzałem na pokrowiec. Leżał sobie tam samotny i opuszczony pellet waggler. Idealny aby sprawdzić nasze teorie. Trochę go zaniedbalem tego lata. Może czas odkurzyć? Tylko trochę za późno to już nie lato choć warunki i temperatury niczym w lipcu. A co mi tam. Wedka w reke i jedziemy z tematem. Najpierw lowienie z opadu. Czyli opisywane przezemnie we wcześniejszym artykule. Więc po dokładne dane jak to robić odsylam i polecam przeczytać. Za przynete zwykly 8 mm pellet kupiony w miejscowym sklepiku. Dało mi to dwie ryby i dalej mizernie. Wyraznie ryby kreca sie tuz pod powierzchnia wody, a nie w glebszych partiach. Szybka zmiana na klasyczny zestaw pod pellet wagglera (tez opisywany przezemnie we wczesniejszym artykule).

Grunt to zaledwie 30 cm, przynęta ta sama. Proca w ruch i chrupki psie laduja w wodzie. Dosc szybko ryby je odnalazly i zjadly. Kolejna porcja i zestaw laduje między chrupkami.

Gdyby nie to, że słońce mocno świeciło to powiedziałbym, że się spocilem przy tej robocie. Brania były ostre i dość częste. Ryby wybiegane i waleczne więc latwo nie było. Do końca zasiadki nie zwalnialy tempa. Nie było szans odejść od wędki na dłużej niż kilka minut. Korzystam z solidnych i przetestowanych podpurek, więc nie ma obawy, że ryba wciągnie wędkę, ale lepiej nie ryzykować. Szansa na strate zawsze istnieje. Sprzęt, z którego korzystam szczególnie lubię więc bym się zaplakal gdybym przez głupotę go stracił.
No to ci niespodzianka o tej porze roku. Takie solidne lowy na technike de fakto letnia. No, ale i pogoda zrobiła się iście letnia. Więc co tu się dziwić. Oczywiście też i nauka. Niby nie powinno działać, a zadziałało. Czasem warto sprawdzić zanim się skreśli coś z listy. Tym razem wielkość i ilość ryb miała drugorzędne znaczenie. Przyjemność wynikająca z łowienia tą techniką jak i sprzętem do niej zakupionym oslodzila mi całe popołudnie.

Naprawdę zacząłem żałować iż ja zaniedbalem nieco tego lata. Przy okazji pokazało to tez pewna ciekawą rzecz.

Moje intensywne brania i hole wzbudziły ciekawość sąsiadów lowiacych gruntowo. Nie biorą z gruntu to nie biorą w ogóle. Hmmm czy to aby prawda? Bo moim zdaniem nie. Nie brały im bo ich nie było przy dnie. Wieczór ściągnął rybę w głębsze partie wody i u nich także pojawiły się brania. Bo ryby wróciły sprawdzić co tam przy dnie słychać. Mnie się udało je utrzymać przy powierzchni stąd do końca miałem brania i ryby na haku. Nie zawsze brak bran spowodowany jest brakiem zainteresowania zerowaniem ryb. Częściej po prostu zeruja, ale nie tam gdzie chcemy je lowic i o ile uda sie nam je ściągnąć i utrzymać to polowimy. Jeśli nie jedyne wyjście to zmienić technikę.
Ja zmieniłem i to dalo piękny wynik i wspaniałe popołudnie. Odrobine elastycznosci niezaszkodzi. Czego i wam życzę.

Daniel

ZAPRASZAM NA POWIĄZANE BLOGI:

 

Na marginesie życia

Od serca dla serca

Po prostu Ewa- wiersze

Złote myśli

 

Zdjęcia w artykule własne

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: