Opowieści wędkarza z nad wody

NIEPLANOWANE LOWY

W zgiełku dnia codziennego, pośród burzy bierzących spraw zapaliła się maleńka lampka nadziei.

Nadziei na coś innego niż zwykle. Niespodziewanie udało się w wyniku całego ciągu zdarzeń otrzymać prezent od losu w postaci kilku dni błogiego lenistwa. Lenic się nie miałem zamiaru. Pakowanie sprzetu i wszystkich potrzebnych drobiazgow. Pierwszy raz od długiego czasu uda się wyskoczyć na ryby w środku ciężkiego tygodnia pracy. Mimo iż był to nadal okres wakacyjny, przy odrobinie szczęścia będę na łowisku sam badz w nielicznym towarzystwie.
Poranek miał być deszczowy i pochmurny. To napewno tez zatrzyma ludzi w domach o ile mieli ten sam fart co ja i znalezli czas na wyjazd wedkarski. No nic nie ma co gdybac. Budzik ustawiony. Wszystko okaże się następnego dnia.

Ciemnografitowe ciezkie chmury ponad glowa nie wrozyly dobrze, ale mimo to rozpakowywuje sprzet i szykuje zanete.

Żadnych eksperymentów czy kombinacji. Konopno-halibutowa kruszona o grubych frakcjach zaneta laduje w wiadrze. Dodaje do niej nieco słodkiej przypominajacej zapachem swiateczny makowiec, oraz spora garść 2 mm mikropelletow i roznych kolorach i smakach. Mieszanie z woda, przetarcie przez sito i odstawienie na ok 15 minut żeby „doszla do siebie”.

 

W mniejszym pojemniku mieszam pokrojona w kostke kiełbasę z gotowanymi konopiami i 4 mm kryllowym pelletem. Kiedy wszystko gotowe przy pomocy kubeczka podaje 8 kul  we wczesniej wygryntowane stanowisko pod tyczke plus dwa kubki mieszaniny pelletow kielbasy i ziaren. Tutaj to na tyle. W ręce zestaw do necenia wstepnego z koszykiem. 12 koszykow posylam do wody na 25 metrbo tam sie spodziewam znalezc rybe jesli mi nie podejdzie blizko pod tyczke.

 

Nerwowo spogladam w niebo. Deszcz  zdaje sie wisiec na wlosku. Nie boje sie zmoknac. Nie jestem jednak pewien jak długo może padac.

 

Jeśli szybko przestanie to pół biedy. Gorzej jak trafię trzydniowke. Trzy dni i przestanie padac. Mając to na uwadze wszystko co zbędne i już niepotrzebne pakuje i chowam w miejsce osloniete przed woda. Niestety parasol mi się zepsuł więc część będzie musiała pomoknac jeśli zacznie padac łącznie ze mną.

 

Obok mam fajne drzewo wiec moze az tak strasznie nie bedzie i osloni mnie ono troche. Daje czas zadomowic sie rybom w obu neconych miejsach wiec w reke pellet waggler i lowienie z opadu. Proca strzal kilka pelletow wpada do wody po nich zestaw i znów strzał.

 

Pierwsze ryby melduja się niemalze natychmiast. 5 nieduzych karpi laduje w podbieraku i widze jak tafla wody pokrywa się siecią zmarszczek wywołanych deszczem.

 

Nie ma co czekac. Waggler wedruje na stojak. Feeder w rękę. Napelnianie podkarmiaczki. Na hak 6 mm pellet ostra kiełbasa i lokuje zestaw na neconym 25 metrze. Troche moze za wczesnie bo od momentu necenia minelo ze 40 minut ale wyjscia nie mam. Sam chowam się pod galezie drzewa. Deszcz nie jest mocny jednak jeśli mogę to wolę go uniknąć. O zanęty i przynety sie nie boje. Wszystko mam popakowane w nieprzemakalne pudelka z materialu EVA.

 

Czas napic sie energetyka bo podczas deszczu bran sie nie spodziewam. Wedlug prognozy ma nie padac za dlugo wiec najczarniejszy scenariusz pakowania w deszczu do domu mam nadzieje sie nie zisci. Niestety nie zdazylem sie napić. Czuła szczytowka wygiela sie niebezpiecznie i ozyla. Nie bylo to gwaltowne atomowe branie, ale tez nienie wyglada jak zaczepiona w zylke glaz wiec szybkie dwa kroki do wedki i zaciecie. Tak to ryba. Moze 2 kilowy karp. Po wprowadzeniu do podbieraka dostal odemnie opiernicz ze moglby brac jak przestanie padac i wypuscilem drania. Czujac ze zaczynam powoli namiekac dokladam zanete i znow zestaw leci w necone miejsce. Drzewo , energetyk i ten sam scenariusz. Kolejny amator pelletu wygina wedzisko. Rozmiar nawet ten sam z ta tylko roznica, ze jestem bardziej mokry.

 

Na szczescie deszcz zmienil sie z dosc mocnego na maly kapusniaczek.

 

Lyk napoju i kolejny w podbieraku. Dawno tak nie szalaly przy niezbyt sprzyjajacej lowieniu pogodzie. Zestaw w wodzie lezal maksymalnie do 3 minut i trzebabylo zacinac. 8 sztuk wpadlo w taki sposob. Kiedy Mocniejszy opad zmienil sie w lekki kapusniaczek postanowilem sprobowac tyczke. Nie ukrywam latanie spad drzewa do wedki zmeczylo mnie. Posadzilem cztery litery na skrzyni. Szybkie wyprowadzenie zestawu tyle ze z prawdziwa kielbasa na haku.

Najwyrazniej aura mimo ze niekoniecznie laskawa dla mnie im bardzo pasowala bo brania zaczely sie natychmiast i mialy te sama czestotliwosc co na feedera z tym ze w podbieraku pojawilo sie sporo ladnych leszczy. Koniecznym tez bylo czeste donecanie i to dosc sporymi ilosciami zanety jak i grubszymi dodatkami. Deszcz a to wygasal, a to pojawial sie kapusniaczek czasem nawet mocniejszy i tak przez pol dnia.

 

Chmury nie ustapily jednak woda z nieba przestala się lac. Byc może solidna ulewa zmusila by ryby do malej aktywnosci, to co jednak zastalem wcale im nie przeszkadzalo.

 

Juz dawno tak fajnie mi sie nie lowilo. Zwykle palace slonce nieco denerwuje i przeszkadza. Nawet wybaczylem pogodzie to ze zmoklem. W sumie to nawet niewiele bo i tak czesc ubran mam wodoodporna. Nie od dzis wiem iz taka deszczowata pogoda daje solidny polow. No chyba, ze towarzyszy temu silny i zimny wiatr. Wtedy niestety lepiej zrezygnowac. Ryby wbrew utartej opini lepiej zeruja na lekkim spadku cisnienia. Sprawdzajac prognoze wlasnie cos takiego mialo miesce. Poza tym nie wiem czemu ale lubie wlasnie taka pogode. Nalowilem sie okropnie. Choc pierwsze kilka sztuk wyjete w dosc mocnym deszczu zasialy zwatpienie.Moze lepiej zwinac sie i nie ryzykowac nabawienia sie przeziebienia. Zaryzykowalem i oplacilo sie. Zlote leszcze i male karpiowe torpedy skutecznie umilily mi dzien i zasiadke. Pod koniec dnia wpadl tez 5 kilowy byczek na tyczke. Hol duzej ryby ta technika jest naprawde ekscytujacy. Ogolnie wszystko sie udalo. Polowilem strasznie bo ok 40 kilku sztuk karpi i z 15 leszczy. Wszechobecna cisza (bylem sam caly dzien na lowisku) ukolysala rozkolatane nerwy.

Pedzacy swiat tego dnia zwolnil i zatrzymal sie tu i teraz. Czysta energia naladowala akumulatory na dalsze zmagania. No i jak tu nie kochac ryb i deszczu ?

Daniel

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: