Opowieści wędkarza z nad wody

Urlop wedkarski cz. 2

Wakacje wakacjami. Wypoczynek i relax tez. Niestety nie umie usiedziec zbyt dlugo na miejscu i nic nie robic.

 Urlop dalej próbuje gdy tylko mogę wykorzystać na wypad na ryby. Lowie bardzo aktywnie. Mimo ograniczonych możliwości sprzętowych starałem się optymalnie wykorzystać to co mam i to co widzę. Zarówno obserwacja łowiska jak i lowiacych. Tu niestety muszę stwierdzić z przykrością iż moi sąsiedzi popadali w straszne skrajności. Albo nie robili prawie nic poza wsypaniem garści kukurydzy do wody. Twierdzili, że to wystarczy w końcu to wanna pełna ryb. Inni nie dość, że sypali ogromnymi ilosciami to jeszcze w ich zanetach chyba tylko ogórka kiszonego nie było. Zarowno jedni jak i drudzy sukcesy mieli mizerne.
Stojąc scisniety między nimi, zastanawiałem się dlaczego. Ja nie narzekalem. Brań miałem mnóstwo i częste. No dobrze polowalem pod jesiotra i taktyka jaka wymyśliłem się sprawdziła. Oni woleli łowić karpie. Najlepiej te duże. Poza jednym dniem gdzie rzeczywiście karp w ogóle nie chciał (ani inne karpiowate) tknac żadnej przynety efekt był dokładnie ten sam. Najlepiej sprawdzalo się częste, ale oszczędne donecanie. Ot kilka pelletow czy kostek kiełbasy wystrzelonych z procy. Nieduża kulka zanęty wielkości orzecha lub dwie. Tylko systematycznie i powtarzalnie tak, że ryba słyszała i odnajdywala ciągle coś dobrego. Bardziej reagowala na hałas i lekkie zamieszanie niż na tłusto zastawiony stół zalegający na dnie.

Czy tego jesc nie chcialy? Pewnie ze chcialy tylko nie teraz. Zapewne wracały w takie miejsca kiedy ucichl plusk ciężkich zestawów.

Lowilem na metodę. Podajniki niezbyt duże robiące niewielki hałas. Jakkolwiek kilka osób też lowilo na metodę to podajniki były stosowane jak największych rozmiarów i oblepiane niemiłosiernie wielką ilością zanęty. Tworząc kule niemalże wielkości piłki do tenisa. Ta sama sytuacja tyczyla się osób lowiacych na klasyczne podajniki. Tylko w takie jeszcze więcej da się upchnąć. Zatem jeszcze większe lądowały w wodzie. Często po wyjęciu pół godziny później nadaj zaneta przylepiona do koszykow była. Najwyrazniej zle przygotowana lepila się i nie pracowała w wodzie lub była kiepskiej jakości, a cena atrakcyjna więc używana była.
Z drugiej strony ogromną ilość drobnicy w zbiorniku osobom necacym oszczędnie, ale nie donecajacym wyzerala wszystko. No i jak miał się tu pojawić solidny karp. No nie było do czego przyjść. Tam gdzie było panował hałas jak na Marszalkowskiej w Warszawie. Lepiej było tam przyplynac jak ucichnie po zamknięciu dla ludzi łowiska. I tak zle i tak niedobrze. Nie mówię, że oba opisane sposoby kompletnie nie sprawdzą się. Było nas nad wodą momentami za dużo. Ostrozne ryby sie poodsuwaly z miejsc niepewnych i takich, w których nic nie było. U mnie co troszke coś do wody ladowalo.

Mimo iż nie do końca było spokojnie ze względu na tłok nad wodą i duża presję. To jednak moje działania przykuły uwagę ryb.

Powoli zaczęły się kręcić w moim miejscu. Najpierw być może ledwo kilka sztuk, potem więcej. Necilem oszczędnie, ale często. Konkurencja po pokarm zmuszala je do szybszego reagowania na wpadajace cząstki. Oczywiście od czasu do czasu nieco mocniejsze donecenie no i na początek więcej, ale podanie tak by nie narobić większego hałasu niż niezbyt ciężki zestaw wpadający do wody.
Gdybym był sam lub ledwo kilka osób, pewnie i ja zdecydowalbym się na mocne necenie wstępne. Pozostawilbym miejscowke nie oblawiana na jakaś godzine. Potem bym spróbował czy tam są i czy już się zadomowily. Oczywiście i tak donecanie oszczędne byłoby moim sprzymierzeńcem. Czasem rezygnuję z niego, ale tylko w przypadkach kiedy kompletnie nic się nie dzieje bądź nie przynosi ono zamierzonego efektu. Kolejna sprawa to jakość zanęty i pelletow. To co dobre to cena odstrasza. Te przystepne cenowo jakością straszą. Pellet robiony z odpadów piekarniczych i prasowany. Naprawdę ciężko go przygotować zwykle robi się jakaś breja.

Urlop bardzo ciekawy bo mogłem zobaczyć jak się łowi teraz w Polsce.

Poradziłem sobie, ale się cieszę, że mam pod ręka u siebie to co mam. Dzięki temu moje życie jest o wiele prostrze i tańsze, a i urlop dzięki temu był udany. Nasmiewano się z moich wędek. Cieniutkie patyczki to chyba na oklejki. Owszem sprzęt nie był górnych lotów. Swoje zadanie jednak spełniał doskonale. Widać to było nad wodą. Hol mniej więcej tej samej wielkości ryby zajmował mi mniej czasu niż na potężne gruntowki wiślane czy teleskopy o przekroju rury odplywowej. Im sztywniejsza wędka tym większy nacisk i siła na ryby pysk. Ryba to odczuwa mocniej i mocniej szaleje i walczy.
Ludziska lowili bardzo ciężko i mało finezyjnie. Nie naleze do ludzi lubujacych sie w zylkach niczym pajęczyna. Karp nie zwraca uwagi na grubość żyłki, mimo to staram się jakoś to ogarnac z umiarem. No tak nie trafił się żaden okaz, ale gdybym chciał okazy to przyjechalbym z karpiowkami, a nie feederami. Lowilem w przedziale od ok kilograma do 7 kilo i to co miałem w zupełności wystarczyło. Żyłka główna 0.24 przypon 0.22. Kilka osób podeszło i pytało co za przynęta, że tak biorą. Nie ukrywam na co lowie. Powiedziałem.

Ogólnie cała taktyke chciałem wytłumaczyć, ponieważ gromadze wiedzę nie tylko dla siebie.

Jeśli jestem w stanie podpowiedziec i doradzic to chetnie to zrobie. Nikt nie byl zainteresowany. Wszechobecne przekonanie o magicznej przynecie brało górę. Aha to kiełbasa to dziękuję i szli łowić. Wyniki im się zwiększaly niewiele bądź wcale. Bo to nie sama kiełbasa lowila tylko sposób jej podania i poprzez donecanie zmuszenie ryb do kręcenia się cały czas w pobliżu no, ale to nudne i nie ma potrzeby o tym słuchać.
No nic nie zrażam się może kiedyś innym razem. Prosze mnie też zle nie zrozumieć. Nie jestem wszechwiedzacy, ale udało mi się znaleźć skuteczny sposób na te wodę. Chciałem się nim podzielić. Niech i inni zobaczą jak potrafi być ciekawe i zabójcze aktywne łowienie. No, ale dość tego gderania. Co polowilem to moje. Co zaobserwowalem też. Kto zechce skorzysta z moich podpowiedzi. One nie zawsze przyniosą sukces, ale na pewno częściej niż drzemanie w fotelu. Pospac tez trzeba i wypocząć niestety jakoś w ten urlop nie umiałem.
Ręce same chwytaly się do strzelania proca. Częstej zmiany zestawów (moje w wodzie leżały maksymalnie dziesięć minut, a w początkowej fazie kiedy dopiero budowałem stanowisko ledwo 3 do 5 minut). Tak jakoś wyszło, że i na wakacjach nie wypoczywam tak całkowicie beztrosko. Nawet tutaj górę wziela dociekliwosc, być może żyłka rywalizacji, a napewno chęć zdobycia dodatkowej wiedzy i wykorzystanie starej.
Tak więc urlop zoecial z nowymi doświadczeniami i nabyciem nowej wiedzy.

Daniel

ZAPRASZAM NA INNE BLOGI:

Przez życie z uśmiechem

Psychologia i pomoc

Poprostu Ewa 

Zdj. użyte w artykule własne.

Jeden Komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: