WAKACJE WEDKARZA

Łatwo nie było. Sporo zajęć mimo i to czas wolny od pracy. Nie byłbym sobą jednak, gdybym się nie urwał choć na kilka godzin polowic

Wakacje w kraju ojczystym. Od lat nie lowilem,a dokladnie od 5 lat. Polowic na starych dobrze mi znanych akwenach nie mogę. Nie posiadam karty wędkarskiej. Nic nie stoi na przeszkodzie jednak odwiedzić lowiska komercyjne. Nadal w piwnicy mam schowany sprzęt, który kilka lat temu wysłałem do domu na wszelki wypadek. No właśnie na taki wypadek jak teraz. Znalazł się waggler, dwa feedery i dwie karpiowki.
Karpiowki zabrał brat chcąc zapolowac na coś dużego. Ja skupilem się na feederowaniu. Nie mając ze sobą nic ponad to co znalazłem w piwnicy. Plus to co w małym sklepiku wędkarskim kupić mogłem. Uzbrojony w wiedzę i doświadczenie z komercji angielskich ruszyłem na podbój naszych. Jedynie haczyki przywiozłem ze sobą. Guru QM1 nr 12 mam do nich zaufanie miejsca nie zajmowały wiele więc zabrałem.

Ogolem udalo sie wyskoczyc na 7 sesji

Tylko jedna solidna calodniowa. Pozostałe wypady to 5 lub 6 godzinne zasiadki do południa lub po zależy jak obowiązki pozwalały. Było dużo pracy. Rodzice już starsi i mnóstwo drobnych robót się zgromadziło. Dla mnie był to doskonały poligon porownawczy. Mieszkam za granicą i miałem pewne obawy iż moje techniki mogą nie do końca zadziałać w kraju.
Nie ma to jak sprawdzić na własnej skórze. Po pierwszej sesji nieco plany się zmieniły. Ponieważ w wodzie był jesiotr postanowiłem nalowic ich jak najwięcej. O ile będę potrafił i to one miały być gwoździem programu. Karpi się nalowilem mimo iż właściciel zapewniał o tegich sztukach pływających w wodzie napalilem się na jesiotra bo ich nie miałem w swej kolekcji.

WIĘC WAKACJE CZAS ZACZĄĆ

Pierwsze wędkowanie dało tylko karpie ponad dwadziescia sztuk w wielkości od 1 kilo do 3. Czyli typowe komercyjne kilka fajnych linow i mnóstwo zarlocznych karasi. Dało także ból głowy jak dobrać się do polularnego „Pinokia” jak ludzie określają jesiotry. Koniec języka za przewodnika jak mówi popularne porzekadło. Popytalem sąsiadów. Typowalem rosowki i kompostowe robaki, oraz mielonke i nie pomyliłem się. Podobno trafiają się nawet na kawałek parówki. Tego było mi trzeba.
Nie raz lowilem karpie z wykorzystaniem mielonki. Zamiast mielonki postanowiłem użyć kiełbasy tej „grubej”. Dużo lepiej trzyma się na haczyku lub jak ja używałem na włosie z push stopem. No i jest twardsza.

Zaopatrzylem się w przeceniona Zywiecka i do dzieła

O nie moi drodzy nie ruszyłem nad wode. Najpierw pieczolowicie i z mozolem poszatkowalem 80% kiełbasy na malenka ok. 4 mm kostke taki niby mikropellet. Miał posłużyć jako dodatek do zanęty i do strzelania z procy pod zestaw. Miejscowi twierdzili iż jesiotr bierze całkiem blisko brzegu i nie trzeba daleko rzucać. Więc proca spokojnie da radę tam donecic. Reszta została pocieta w kostke grubsza o 6 mm, a i wieksze kawałeczki się też trafiały. Dopiero nad woda dowiem sie jaki rozmiar im najbardziej pasuje. Zaneta koloru czarnego bo dno torfowe z dodatkiem czerwonego kryllowego mikropelletu. Udało mi się w domu znaleźć sito służące do czego innego, ale na czas łowienia przecieralem przez moja mieszankę.
Fajne lekko deszczowe popołudnie. Melduje się nad wodą z tym co wyżej opisałem. Nim cokolwiek zmatowalem z wędek do wody leci nieduża garstka kiełbasy. Na spokojnie się szykuje i rozstawiam. W między czasie jeszcze 3 garstki w to samo miejsce w krótkich odstepach. To zaledwie 3 może 4 metry odemnie. Oba zestawy lądują właśnie tam i biore sie za przygotowanie miejsca pod drugim brzegiem blisko trzcin. Zanece tam solidnie i zostawie aby ryba poczula sie bezpiecznie i zaczęła zerowac spokojnie. Jako że nie miałem jak dorzucić tam użyłem procy. Niestety była mała więc kulki zanęty lepilem wielkości orzecha włoskiego i posylalem do wody. 16 na poczatek w odstepach co około minute.

W między czasie sprawdzenie zestawów, kolejna garstka kiełbasy ląduje w wodzie

Przyneta to oczywiście Żywiecka na włosie. Szytowki nagle ozyly. To nie były brania lecz wyraźnie wskazania ryb zaczepiajacych o żyłkę. Kręcą się w pobliżu jest nadzieja na branie. Czekalem dokladnie 16 wystrzelonych kulek na branie. Kiedy ostatnia z ulepionych wpadła do wody szczytowka wygiela się strasznie i trzeba było zacinac. Ryba chyba spora i nieźle walczy. Niestety rozczarowanie. To amur wylądował w podbieraku ok. 4 kilo. Rzadko je lowie więc mała fotka nie zaszkodzi przed wypuszczeniem. Nie zdążyłem. Sięgając po telefon szczutowka drugiej wędki pokazała wyraźne branie. Jest na haku i szaleje.
Chwilę później świeca nad wodę i pierwszy jesiotr walczy ze mną. Nie był imponujący, ale nie narzekam. Dorwalem dinozaura. Niestety podbierak byl potrzebny i amur powedrowal szybko do wody bez zdjęcia (odbilem sobie na innej sesji złapałem egzemplarz prawie identyczny). Rozpętało się istne szaleństwo. Dwie wędki to za dużo.

Szał w wakacje niesamowity:-)

Jeden zestaw powędrował w drugie miejsce nęcenia. Tego dnia padlo 30 jesiotro i wspomniany amur. Ani karp ani karas nie chciały tknac przynęty żadnej. Zmienialem licząc iż dopasuje coś. Na szczęście Pinokiow polowilem. Ten sam system spróbowałem jeszcze 5 razy i dzialal bez zarzutu. Mało tego. Pogoda chyba zaczęła bardziej sprzyjać karpiowatym i bez problemu podchodzily bliżej. Kiełbasa lowila każdy gatunek w tej wodzie. Bardzo ważne było donecanie częste, ale w małych ilościach. Od razu szczytowki pokazywały kręcące się ryby. Niekoniecznie kończyło się to braniem, ale wiedziałem że tam gdzieś są.
Ogólnie oszukalem około 100 jesiotrow przez wszystkie zasiadki kilka amurow i linow, w tym liny powyżej 40 cm. Karpie choć małe i dwie zasiadki kompletnie nie mające ochoty zerowac oszukały się w liczbie ponad 120, a karasi czy leszczy nawet nie liczę. Większość to amatorzy kiełbasy. Część ryb wpadła na różowego bądź pomarańczowego waftera (kaprie  i karasie). Bardzo popularna na tym łowisku kukurydza, która ludzie sypią kilogramami dała tylko dwie ryby i to takie sobie karpiki.

Mnóstwo fajnych fotek. Miło spędzony czas nad wodą

Mnóstwo też obserwacji i nowych wniosków w te wakacje. Nie tylko dotyczących ryb, ale także i wędkarzy. Miałem okazję przyjrzeć się taktyką połowów i skonfrontować ze swoimi. Bardzo cenne dla mnie. O tym jednak w drugiej części wedkarskich wakacji.

Daniel

ZAPRASZAM NA INNE BLOGI:

Przez życie z uśmiechem

Poprostu Ewa Mordal

Psychologia i pomoc

Zdj. użyte w artykule własne.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close