Opowieści wędkarza z nad wody

LOWISKO I STANOWISKA NA NIM

Było trochę czasu spokojnie potrenowac

Niestety ładna pogoda przywabila całe tłumy na lowisko. Tak jak lubię połowic blisko stanowiska pod krzaczkiem stalo sie to prawie niemożliwe. Ryby odeszły gdzieś dalej. Sila rzeczy zacząłem szukać ich na głębszej wodzie daleko od siebie. Owszem brania były, ale rzadkie i dość słabe. No to gdzie zwialy? Lowisko komercyjme karpi co nie miara a jednak efekty dosc mizerne. Akurat  zajalem stanowisko w wezszej części zbiornika. Do drugiego brzego calkiem niedaleko moze 35 m choc na oko trudno ocenic. Jest decyzja. Mimo ze mniej więcej w połowie tej odległości z głębokiej wody (prawie 5 m glebokosci) były wyniki to jednak polowie inaczej. Właściwie tak samo jak chciałem blisko brzegu. Tyle, że nie pod własnymi nogami, a pod przeciwleglym brzegiem. Tam nie ma stanowiska, a nawet jakby było to jeśli jest nie zajęte to w niczym to nie przeszkadza.
Jest ciepło, woda dobra temperature ma więc na słodko. Do wiadra wedruje kilogram grubo mielonej, a właściwie kruszonej zanęty pomarańczowo- czekoladowej. Grube frakcje jak najbardziej porzadane. Jest sezon w pełni poza zwabieniem ryb trzeba je w lowisku utrzymac. Dodatkowo do zanęty loduje dwie nakrętki kruszonych wafterow. Będą rozbijać zanete i uwalniając się z niej przyciągać ryby. Nie należy z tym przesadzać zbyt duża ilość spowoduje bardzo szybkie rozbijanie zanęty, a to niekoniecznie porzadane.

Wymieszane razem na sucho potem z dodatkiem wody

Lekko przemoczona mieszanka odpoczywa kilka minut. Potem sito i calosc przecierana przez nie. Na koniec nieduża ilość gotowanych konopi wędruje do wiadra. Mieszanie i zaneta odpoczywa ok. 15 minut. Po tym czasie sprawdzam czy wszystko gra jak za sucha można domoczyc. Zbyt mokra dosypac suchej i jeszcze raz przetrzeć. Ma być równomiernie namoczona i rozpadać się równomiernie. Będę lowil na metodę stąd ważne jest odpowiednie przygotowanie zanęty. Zbyt sklejona będzie pracować słabo, a ukryta w jej środku przynęta długi czas nie pokaże się rybom. Co opozni brania. Zbyt sucha przy uderzeniu w wode rozleci się i na dno dotrze pusty podajnik. Mimo iż płytko będę łowić to też nie jest dobry pomysl.
Zaneta odpoczywa więc w tym czasie wyjmuje mój zestaw do necenia wstepnego. Wymierzam odległośc tak aby zestaw wpadał mniej wiecej pół metra od przeciwleglego brzegu w lowisko. Może troszke dalej ze względu na zwisajace krzaki jezyn. Choć często rzuca się niemalże kilka centymetrów od krawedzi brzegu. Necenie wstępne już opisywałem we wcześniejszym artykule. Nie robię nic innego niż tam opisałem. Żyłka zaklipowana więc będę trafiał precyzyjnie. Dziesięć koszykow wędruje do wody. Narobilo się sporo hałasu więc nie będę tam łowić ok. godziny.

TYCZKA W LOWISKU

W między czasie zabawa z tyczka. Dwa leszcze całkiem ładne. Dzieciaki szaleja naokoło. Sąsiad co chwilę przybiega pogawedzic bo słabo coś z rybami i jest czas. Spacerowiczow też sporo. Ostrożne ryby odeszły sobie chyba w najlepsze. Po 40 minutach nie wytrzymałem. Do podajnika wędruje zaneta, jako przynęta pomaranczowy wafter 6 mm. Rzut i zestaw laduje w neconym miejscu pod drugim brzegiem.
Muszę uważać na długość rzutu. Nie klipuje zylki. Trafiaja sie tu spore karpie wiec wyklipowywanie podczas walki mogło by się skończyć utrata ryby i zestawu.
Zreszta lekki rozrzut na prawo i lewo jest wskazany. Metr może dwa. Zacięta ryba ploszy pozostałe, które uciekają, ale niezbyt daleko. A skoro mogą znaleźć coś na nieco większym obszarze, to nie ma powodu by odeszły z tego miejsca.

Teraz pilne obserwowanie szczytowki

Czekam aż pojawia się jakieś wskazania. Niekoniecznie są to brania ryb. Często ryby kręcące sie w tym miejscu ocieraja się o żyłkę. Może je to ploszyc, ale też daje mi wskazówkę, że tam gdzieś są. Na duzej odleglosci jednak niekoniecznie bede obok przynety. Czasem przypadkowo trafia w żyłkę ryba zupełnie daleko od haczyka mimo to pilnie obserwuje. No i są. Jest nadzieja, że kręcą się właśnie koło przynęty. Często takie ocierki o żyłkę kończą się braniem. Choć mogą się skończyć przeploszeniem ryb.
Pięć minut później właśnie miałem zwijać zestaw i uzupełnić podkarmiaczke zaneta, a wedka wygiela się bardzo mocno. Typowe branie karpi w tym zbiorniku. Jeden jest. Przez godzine wpadło ich kilka. Dużo spokojniej miały pod krzakami i przeciwleglym brzegiem więc tam sobie zerowaly w dużej ilości. Postanowiłem zmienić przynętę. Jako że zaneta była koloru podłoża zbiornika, wściekłe zolciutki wafter 4mm- powinien być bardzo kontrastowy i przyciągnąć wzrok ryby. Coś jak sztuczka z czerwona mielonka na tle stonowanej kolorem mieszaniny pelletow i niebarwionego mięsa. Zadziałało aż za dobrze.

Tylko się cieszyć to był dobry prognostyk przed rozgrywanymi nastepnego dnia na tym zbiorniku zawodów

Do wieczora 50 karpi i ból tak. Notabene dzień później ta sama taktyka i technika zadziałała podczas turnieju. Napedzilem sporego stracha faworytom. Niestety dopiero 5 miejsce. Zbyt dużo ryb straciłem w jakiś dziwnych podwodnych zaroslach. Zostałem dłużej po zawodach. Ryby brały jak wściekłe. Ja i mój sąsiad pechowo wylosowalismy zarosniete miejsca. O dziwo lowisko miało inne stanowiska gdzie lowily wcale nie tak ostro.
Wnioski na przyszłość wyciągnięte nie ma co płakać. Kolejny raz potwierdza się zasada aby obserwować wodę. Dobrać odpowiednie stanowisko. Jakkolwiek można ściągnąć ryby przez długotrwałe necenie to przecież nie mam takiej możliwości. Lowisko otwiera się o 7 rano i do 7 wieczór można łowić. Tak samo z zawodami. Jedyne wyjście to poszukać ryby, a nie czekać aż laskawie przyjdą. Tym razem chętnie sobie zerowaly na plyciznie pod zarosnietym brzegiem zdala od zgielkow i hałasu.

Kto wie moze nastepnym razem trzeba bedzie lowic je w toni wodnej

Pogoda była pochmurna i deszczowa choć ciepła. Być może ostre słońce innego dnia zagna je w głębsze partie wody. I tam będzie trzeba ich szukać. Zwykle w obrębie swojego stanowiska szykuje dwa albo trzy miejsca do połowu. Oczywiście skupiam się na tym, które daje najwięcej ryb. Jeśli trzeba przerywam łowienie w nim i daję mu odpocząć jakiś czas. Opadajacy nad glowami ryb koszyk może je irytować. Przynajmniej na początku zanim wpadną w szał żerowania.
Znam lowisko więc wytypowalem od razu dobrze. Mimo to uczulam by nie poprzestać na jednym stanowsku. Szczególnie przy dużej presji wędkarskiej. Często ryby odejda zaledwie 5 metrów dalej, ale my uparcie rzucamy w to samo miejscie i mamy brak efektów. Dobrze jest wykonać kilka rzutów na dama odległość. Jeśli nic się nie dzieje to ja zwiększyć o kilka metrów. I tak aż do odnalezienia miejsca, w którym pojawiają się brania. Oczywiście bez necenia wstępnego. Bo to w tym przypadku nie ma sensu. Czasem beda tuz pod nogami innym razem daleko ale zawsze mamy mozliwosc poszukania ich i jesli sa aktywne wkoncu powinno udać się nam je znaleźć. Staram się łowić aktywnie i lubię tak łowić. Jesli nie mam bran nie czekam na zmiluj się tylko szukam. Jeśli znajdę skupiam się na neceniu i utrzymaniu ryby w tym miejscu jak najdłużej.

Nie zapominajmy, że czasem ryby odchodzą na trochę

Może to zaowocować brakiem wskazań. Nie znaczy to jednak, że nie wrócą. W między czasie daje nieco odpocząć stanowisku. Donece. Połowie w innym stąd też szykuje kilka miejsc i właśnie na takie okazje też. Jedno gdzies dalej pod feedera, drugie pod tyczke, trzecie na wieczorne karpie spod krzaka. Mam kilka możliwości. Ostatnio dwie nie zadzialaly prawie w ogóle.  Za to łowienie z większej odległości blisko drugiego brzegu wystarczyło za dwie poprzednie.
Z powazaniem Daniel.

ZAPRASZAM NA INNE BLOGI POWIĄZANE:

 

PRZEZ ŻYCIE Z UŚMIECHEM

Radość z hobby

Psychologia i pomoc

 

ZAPRASZAM TAKŻE NA NOWY BLOG REKLAMOWY. WYPEŁNIAJĄC NA NIM ANKUETY, REJESTRUJĄC SIE NA PORTALACH BADZ ROBIĄC ZAKUPY PRZEZ TEN BLOG WSPIERASZ LECZENIE EWY:

POPROSTU- Ewa Mordal

Zd. użyte w tym artykule własne

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: