Opowieści wędkarza z nad wody

LOWIENIE NA CZERWONE MIESO

Ostatni weekend to praktycznie maraton wedkarski

Lowienie przez cały dzień. Powrót do domu i znów rankiem wyjazd. Nie ma co, wpadłem w trans. Wyciągnęlo mnie całkowicie oblawianie krzaków, trzcin czy wyplycen pod wysepka. Często widać było, że aż trzęsą się od ocierajacych się o nie ryb. Może też dlatego iż przypominały mi te miejsca stanowska jakie lubiłem wynajdywac jeszcze za początków wędkowania.
Krzak ze zwisajacymi galeziami, dyndajacy się pod nim spławik i ja na brzegu z puszka robaków w kieszeni. Czasy się zmieniły. Inny sprzęt zupełnie inny kraj . A jednak lowienie bardzo podobne. Kiedyś kij bambusowy z umocowana do końcówki żyłka, dzis tyczka z wlokien weglowych. No a dobór miejsca po latach ten sam. Jako, że miejsce nie łatwe do oblawiania. I grozi zaczepami sprzęt i zestaw solidny. Ryby też do małych w tym jeziorku nie należą więc tym bardziej.

Nie naleze do osob lowiacych bardzo finezyjnie, no chyba ze sytuacja tego wymaga

Więc Daiwa Hydroelastic purpurowy czyli 14-18. Żyłka główna zestawu 0.22 przypon 0.19 z haczykiem nr 12. Haczyk z krótkim wlosem przystosowany do zakladania wafterow czy pelletu w rozmiarze od 4 do 11 mm. No przynajmniej takie założenie było. Nad wodą zanim zacząłem lowienie spotkałem starszego pana. Pamięta mnie bo często nad te wode zagladalem kilka lat wstecz. Pogadaliśmy chwilę i zaswiecila mi się czerwona lampka.

 

Sobotnie lowienie i tak przebiegło według założeń. Za to niedzielne już nieco inaczej. Zestaw ten sam tym razem jednak postanowiłem się pobawić dość nietypowo. Zresztą za namowa znajomego jegomoscia. Lowienie na mielonke nie jest dla mnie żadnym odkryciem. Często po nia sięgam. To jednak dość specyficzny sposób. A polega ono na pokrojeniu jej w naprawdę duże kostki. Takie dorownujace rozmiarami kulkom proteinowym. Mają się mocno wyróżniać od reszty zanęty. Sam rozmiar to nie wszystko. Ma się wyróżniać kolorem. Znam te wodę i od razu pomyślałem o wielkim czerwonym kawałku miecha. Aby zabarwic mielonke wystarczy zwykły barwnik spożywczy. Ja skorzystałem z Goo o zapachu owoców leśnych, które to przy okazji mocno barwi na wściekle czerwony kolor. Co do koloru to nie jest to jedyny kolor i nic wiecej.

 

Na tej wodzie on się znakomicie sprawdza na innej wodzie być może żółty albo zielony. Trzeba to po prostu spraktykowac. Barwników jest cała masa kolorów więc poeksperymentowac można. Pokroiłam, zabarwilem i to niestety nie wszystko.

 

 

Lowienie lowieniem, ale trzeba by czymś ryby przyciągnąć

 

Czyli jakaś zaneta. Do wiadra wrzuciłem 4 mm pellet. Jasnobrazowej barwy nietlusty na bazie maczki rybnej. Sito na wiadro. Czesc mielonki zostawiłem na te chwilę. Siła ręki przetarlem przez sito. Powstała mi taka miesna miazga. Wymieszałem ją razem z pelletami i gotowe. Dwa duże kubki pod upatrzony krzak i wystarczy. Trzeba odczekać żeby się tak pokazały i zadomowily. Jako, iż wypatrzyłam zbierające coś z powierzchni wody na rogu wyspy od tego rozpocząłem. Kilka psich chrupek poleciało właśnie tam. Wyszły do nich i zbierają. Dobry znak. Zestaw do lowienia tuż spod powierzchni wody i jazda.

 

Po jakimś czasie sprawdzałem czy podeszły. Niestety niedziela. Ogromna presja na zbiornik, a przypominam łowimy blisko brzegu. Ludzie sypią tonami zanete do wody. Sporo hałasu. No cóż pozostalo lowienie na shallow. Czyli z pod powierzchni. Dopiero ok. 2 po południu sprawdzenie stanowiska dało rybę. Oczywiście do tego czasu prócz sprawdznia donecalem systematycznie niewielkimi porcjami. Tak żeby cały czas ryby mogły tam coś znaleźć.

 

Piersza klasycznie zlowiona na czekoladowego waftera

 

Ma on prawie identyczmy kolor jak pellet, którym nece więc często daje ryby i należy do pewniaków. No tak, ale miałem łowić na co innego. Skoro się coś zadziało to do kubeczka na top kicie powedrowala mała porcja mieszanki pelletowe mięsnej. A na hak duża kocha wściekle czerwonego miesa. Wiem, że ryby na tym łowisku wola mniejsze przynęty. Nie do końca taki rozmiar xxl mi pasował, ale trzeba się dla nauki poświęcić. Na branie czekałem z 3 minuty. Miałem wrażenie, że to nie ja holuje rybę, a ona mnie raczej. Silny i duży karp. Trudno się dziwić przynęta była gigantyczna. Choć jak później się okazało nie jest to żelazna zasada. Duża kostka mielonki nie koniecznie oznacza gigantyczną rybę. Ledwo kilowe sztuki radziły sobie z nią bez problemu. Większy problem stanowiły wszedobylskie płocie i wzdregi. Całkiem sporych rozmiarów. Skubaly tak wściekle mieso, że czasem udawało im się zerwac je z włosa. Na szczęście nie za często się to zdarzało.

 

Podczas holu już do wody leciała niewielka porcja zanęty aby utrzymać rybę w łowisku. Za każdym razem tez przy pomocy podajnika donecalem podczac lokowania zestawu w wodzie. Na tle jasnobrazowego pelletu i lekko różowego mięsa, moja kostka gigant o wscieklym kolorze wyróżniała się strasznie. Być może to właśnie skłoniło ryby do częstych ataków. 10 bran jedno niemalże po drugim. Jedna z ryb narobiła sporego zamieszania. Nie do końca sobie poradziłem z  wyprowadzeniem jej z miejsca neconego i chyba nieco przeploszyla inne. Nie trwało długo jak wróciły. No i od nowa. Położenie zestawu. Wysypanie z kubeczka zanety tuż nad splawikiem. Lekka prowokacja ryb podnoszeniem zestawu. Czasem nie zdążyłem tego nawet zrobić bo już branie. Morderczy hol bo teren trudny, a sporo sztuk trafiło się w granicach 4 może 5 kilo. Zresztą karpie silne i w znakomitej kondycji dawały popalić ostro.

 

Jak wspomniałem donecanie podczas holu

 

To bardzo ważne aby cały czas się coś działo. I ryby słyszały, że tam jedzenie wpada. Będą kręcić się tak i nie odejdą do sąsiada. Ladowanie do podbieraka. Czasem fotka. Ryba wraca do wody. Kolejna kostka zakladana za wlos i od nowa. Piekielnie ciężka, ale niesamowicie emocjonująca zabawa. Z szału wyrwał mnie dopiero głos właściciela, informujący, że dziś zamykaja wcześniej i trzeba by się powoli zwijać. No trudno. Bawiłem się przednio, a i lekcja kolejna zaliczona. Ręce mnie bolaly strasznie.

Podsumowując. Ciekawy sposób i skuteczny. Choć zapewne nie zawsze i nie wszędzie. Wyeksponowanie przynęty wielkością i kolorem na tle zanęty jak najbardziej pomogło skusić ryby. Wada jest to, że w wodach z duża ilością drobnicy może być wręcz niemożliwe utrzymanie mielonki na haku. Najzwyczajniej na świecie zostanie rozszarpana. Korzystając z tyczki miałem większą kontrolę nad tym co się dzieje. I szybko mogłem zareagować jeśli drobnica mnie zrobiła w trabe.

 

Spróbowałem sztuczki z duża i mocno wyróżniającą się przynęta podczas łowienia  blisko powierzchni. Tu widać było iż ryby ignorują moją przynęte. Zdarzyło się wyjście do niej, ale ze względu na wielkość natychmiast zostało wyplute. Sposób prosty do przygotowania. Drogi też nie jest. Bo do tego wystarczy najtańsza konserwa. W sezonie na wodach przelowionych kulkami może okazać się skuteczny i to bardzo. Szczególnie przy Margin Fishing. Mielonka chyba za mało doceniana jest. Można kupić gotową w sklepie wędkarskim. Widziałem nawet już kolorowa i ze specjalnym smakiem. Lecz niekoniecznie chciałem wydawać na to pieniądze bo tania nie była. Swoją przygotowałem za grosze i spełniła zadanie. Bawiłem się strasznie i teraz lecze zakwasy. Czego i wam zycze.

Daniel

ZAPRASZAM NA BLOGI POWIĄZANE:

Przez życie z uśmiechem

Radosc życia z hobby

Psychologia i pomoc 

3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: