Uncategorized

CZERWONY KOLOR SIE SPISAL W WEDKARSTWIE

Ostatni weekendowy wyjazd na ryby mimo mizernej pogody okazał się całkiem tresciwy

Nie tylko ryby dopisały. Spędzony w dobrym towarzystwie. Był czas pogadać, wymienić się doświadczeniami i pozartowac było z czego. Godziny spędzone pożytecznie i na luzie. Tym razem byłem ze świadkiem. Obaj doszliśmy do tego samego wniosku. Cały dzień kolor czerwony przynęty dawał ryby. Inne kolory prawie nie grały roli. Bardzo konkretną i bardzo pożyteczna wiedzia. Sprawdzal się czerwony wafter o zapachu kryllowym tak samo dobrze co barwiony na czerwono pellet. Jak i pęczek białych robaków barwionych na czerwony.

 

 

 

Największym problemem było wywabienie ryb z trzcin. No nijak wylezc dalej niż na metr nie chciały. Bardzo trudno mi było zacięta rybe wyholowac z chaszczy. Sporo z nich stracilem. Także kilka haczykow i jeden zestaw. Wiedza jednak bezcenna. Z każda zlowiona rybą powoli nabrałem wprawy jak manewrowac wedka, aby nie stracić zdobyczy. Często było to balansowanie na granicy wytrzymałości sprzętu.

 

 

 

Tu zaskoczyl mnie sam sprzet

 

 

 

 

Na bardzo wiele można sobie pozwolić i wiele wybacza. Daiwa G 90 potwierdziła iż jej zakup nie był strzałem w plot. Szukałem czegos i na drobniejsza rybe jak i na kilkukilowe karpie. Taki allarounder. No i trafiłem w dziesiątkę. Oczywiście jest to zakup na miarę możliwości finansowych i tego co robię. Ponieważ ten rok jak i zapewne nastepne podporzadkowalem obyciu sie i zdobyciu solidnych szlifow na zawodach i imprezach wędkarskich. Dlatego wszystko co robię ma w dalszej konsekwencji prowadzić właśnie do tego celu. Nawet takie miłeg i towarzyskie spotkanie dało mi sporo wiedzy. I przecwiczylem niełatwa sztukę holowania w ciężkim miejscu. Za niedługo znow tam wracam poćwiczyć trudne hole.

 

 

 

Wszystko to pieknie, ma też solidna wadę. Z zasady dobieram tak łowiska aby właśnie ćwiczyć. Większość zawodów rozgrywana jest na łowiskach komercyjnych, więc tam ćwicze. Czasem zaglądam na wolno płynący kanal. Wszendobylskie barki i mala ilosc miejsca na graty skutecznie mnie irytuje, ale lubie takie miejsca. Na rzekach z prawdziwego zdarzenia nie byłem już lata. Nawet nie bardzo widziałbym gdzie się udać, żeby spokojnie połowic. To jest temat do przeskoczenia i napewno będę chciał wybrać się na brzany z tyczka. Przynajmniej polowic leszczy w Tamizie. Niestety na dana chwilę albo siedzę na zawodach, albo ćwicze.

 

 

Teraz doszło jeszcze sprawdzanie nowych łowisk pod kontem zawodów

 

 

 

 

Takich niedużych kameralnych dla polonii mieszkającej na wyspach. Już jedne takie byly, wielkimi krokami zblizaja sie nastepne. Mimo wszystko to za malo. Chcemy tego wiecej zorganizowac. Może jakaś mała lige letnia i zimowa dla nas na ciekawych zbiornikach. Jak na razie korzystamy z tych standardowych. Niektóre tematy muszą poczekać. Praca w chaosie mi nie służy. W najbliższym czasie zrobię jednak wyjątek. Z tym zamiarem nosze się już kawałek czasu. Nadal to łowisko komercyjne, tym razem jednak chcę się wybrać i połowic F1, czyli krzyzowke karpia z karasiem zlocistym. Ryba nie rośnie szczególnie duża. Jest bardzo waleczna i sportowa, a także zwiazane z jej polowem jest kilka specjalnych technik.

 

Przy okazji dwie pieczenie na jednym ogniu, ponieważ jeziorko z nimi znajduje sie w kopleksie 5 jezior. Wiecznie są tam organizowane zawody, często z udziałem Willa Risona właściciela łowiska. Mistrza Europy i swiata, bardzo utytuowanego w UK. Czemu by nie zmierzyć się na glebokiej wodzie. Może i dostanę w tyłek, ale za to z klasa. Kolejna zaległa sprawa jest wyjazd na porzadne karpiowanie. Takie z rybami o dwucyfrowej wadze. Już dwa lata się wybieram i dojechać nie mogę. A rekord mam dość niski miło by było poprawić dla samej satysfakcji, że też potrafie i dam radę.

 

 

W okresie zimowym udalo sie wyskoczyc na mikrorzeczke

 

 

 

Bardzo ładnych kleni połowic. Całkiem wciągające zajęcie. Kto by pomyślał, że w takiej rzeczce mogą pływać takie rybska. Powalesalem się z lekkim feederkiem jak za starych dobrych czasów jeszcze w kraju, z tym ze rzeka o wiele większą była i inne techniki. Nie osmiele się napisać o lowieniu w rzekach. Wyszedłem z wprawy. Wszystko co opisuje jest sprawdzone i wytrenowane, nie chcę opierać swoich porad na wspomnieniach. Odkryłem Całkiem fajne jezioro z poteznymi linami. Uwielbiam te rybę. Nie jest łatwa do zlowienia i wymaga od wędkarza skupienia. Kolejna rzecz na tapecie planów wędkarskich. Te napewno zrealizuje, to tylko kwestia czasu i umówienia się z osobą, która już tam bywała. Żeby sobie start tam ułatwić i posiedzieć w dobrym towarzystwie.

 

 

 

DZIŚ STWIERDZAM, ŻE CZERWONY WAFTER BYŁ BARDZO PRZYDATNY. LECZ JESZCZE WIELE PRACY PRZEDE MNĄ. NAUKI ORAZ PROBOWANIA NOWYCH TAKTYK

 

 

Rok robi się coraz krótszy. 365 dni i czasu nie ma na wszystko. Muszę też pracować, a i inne sprawy często ważniejsze od łowienia absorbuja czas. Priorytetem są wspomniane przygotowania do zawodów oraz same zawody. Wiem, że to może być nudne tak w kółko o tym samym. Niestety na razie mam jasno wyznaczony cel i do niego daze.

 

Oczywiście czasem robię sobie odskocznie. Jakieś luzniejsze łowienie bądź zabawa z dziwną techniką. Powinienem także częściej zaglądać nad kanały. Tam też sporo imprez się organizuje, a i doświadczenie z nad takiej wody cenne. Niełatwo to wszystko ze sobą pogodzić. Staram się jak mogę. Napewno co ciekawsze historie opowiem na blogu. Jeśli wynajde ciekawa technike tez ja przetestuje i opisze, tak by nie wialo nuda. Być może jakaś sesja wędkarska zaskoczy mnie i bedzie ciekawy z tego material. Taką mam nadzieję, bo z rybami nigdy nic nie wiadomo. Potwierdza to opisywana we stepie sesja towarzyska. Wiatr północny chłodny. Bardzo niekorzystny dla ryb. Ciągle się zbierało na deszcz. Na szczęście nie spadł. Tyczka i klasyczny waggler zrobily swoje, a także czerwony kolor też zrobił swoje. Widać było iż ryby żerują nieregularnie i dość himerycznie. No ale i w takich warunkach trzeba na zawodach łowić. Miałem także porównanie do innych osób. Mimo iż lowilismy na te sama przynętę i w bardzo podobnych stanowiskach- tyczka złośliwie powoli i nieublaganie dawała ryby.

 

Pozniej odezwal sie waggler też z dobrym skutkiem. Odpowiednio szybkie przełączanie się między technikami zaowocowało 36 rybami w podbieraku i z 10 zerwanych. Lecz to jak już pisałem brak mojego doświadczenia to sprawił. Kiedy stanowisko pod tyczke gaslo donecenie i przejście na drugą technikę. Kilka rzutów jakaś ryba bądź nie i wracałem do tyczki. Zadziałało. Teraz te wiedzę chcę przełożyć na rozgrywke podczas zawodów.

 

Zadziałało także w drugą stronę. Jeżdżąc po zawodach podpatrzylem i wytrenowalem sporo nawyków zawodniczych. Naprawdę nie ma znaczenia czy to są zawody czy łowienie rekraacyjne. Są skuteczne i dają mnóstwo satysfakcji z lowienia.

Daniel

Przez życie z uśmiechem

Radość życia z hobby

Psychologia i pomoc

 

Zdj. tytułowe artykuły własne

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: