Uncategorized

MARGIN FISHING- metoda lowienia

Jeśli mam dzień wolny w środku tygodnia i nie mam nic pilnego do zrobienia. To taki dzień przeznaczam na spokojny wypad rekreacyjno- wędkarski

Tak zgadza się. Łowie wtedy leniwie i bez napinania się. No i mam wreszcie namiastkę starych czasów. Zwykłe łowiska świecą pustkami. Nawet te komercyjne. Mogę schować się gdzieś tak ze nie słyszę ludzkiego języka cały dzień. Nawyki pozostają. Więc nadal po części robię to co zwykle na zawodach. Tylko jakoś tak spokojniej. Mam czas. Świat niech pędzi. Tu i teraz nigdzie mi się nie śpieszy. Nie zależy mi na wyniku. Czasem wystarcza wygrzanie sobie kości w słońcu. No i ta cisza. Właśnie jeden z takich dni mi się trafił. Dwa razy nie trzeba było powtarzac. Zabrałem ze sobą tylko tyczke. I chcę Wam dziś pokazać metodę MARGIN FISHING.

Staw jest nieduży. Dość mocno zarosniety. Niełatwo łowić tu feederem.

Poza tym przypomniałem sobie, że oprócz przerosnietego karpia pływają tam sliczne płocie i wzderegi. Te właśnie chciałem połowie. Choć kilka . Usadowilem się blisko pasa trzcin. Głębokość tam to zaledwie od 30 cm do 50 cm. Trzciny zapewniają ochrone więc i ryby tam lubią się gromadzić. Szybkie przygotowanie zanęty i zestawów. Podstawowe miejsce solidne podsypane, teraz czas dac odpocząć miejscowce. Niech ryby mają spokój zadomowia się tam. Wrócę sprawdzić za jakaś godzinę.
Drugie to właśnie ta plycizna w pobliżu pasa trzcin. Podnecone tyle o ile. Na haku dwa białe. Proca i co kilka chwil 5 może 8 robaków leci pod spławik. Miejsce oddalone odemnie zaledwie o kiilka metrów. Jestem tu sam i nie halasuje nikt, więc szybko pojawiły się i ryby. Od 15 centymetrowych maluszków po prawie dwukrotnie większe.
Słoneczko fajnie przygrzewa, zabawa przednia. Brań dużo. W ręce tylko top kit wraz z numerem cztery. Biały elastic może troszeczke za mocny na te mniejsze ryby ale znam lowisko. Kiedy tak sie bawiłem i dumalem o niebieskich migdałach wygrzewajac się leniwie z zamyślenia wyrwalo mnie mocne szarpniecie. Elastic napia się niebezpiecznie. Szczęście, że zdobyłem już sporo doświadczenia w holu dużych ryb na tyczkę. Bez paniki i metodycznie podeszłem do tematu. Taki 3 kilowy zboj wylądował w podbieraku. No i przypomniał mi o podstawowym polu nęcenia. Czas by tam wrócić i sprawdzić co się dzieje.

MARGIN FISHING

Jednocześnie przypomniał o Margin Fisching. Czyli łowienii blisko przybrzeżnych trzcin i zarośli. W zimę raczej nie stosowałem tej techniki choć też czasem działa. Warunki się zmieniły i rzeczywiście warto byłoby spróbować. Rozpocząłem oblawiane pierwotnego stanowiska. Co w niczym nie przeszkadza necic miejsce przy trzcinach. Co jakiś czas do wody wpadały tam, a to pellety a to robaki. Z doswiadczenia wiem, iż przy słonecznej pogodzie ryby chętne do brań w takich miejscach- pojawiają się raczej po południu. Choć to nie jest żelazna regula. Pochmurne dni są bardziej sprzyjające. Zlowilem dość sporo karpi w ciagu dnia typowego rozmiaru dla tego lowiska.
Czy potrzebna była mi ta kombinacja? Otóż nie raz się przekonałem, że w takich płytkich miejscach rozmiar ryby potrafi zaskoczyć. No i taki cel sobie obralem. Około 4 popołudniu pierwszy raz sprawdzić postanowiłem czy już mam tam jakieś ryby. Splawik oparty niemalże o trzciny. Zaledwie 40 cm gruntu. Na haku 6 mm wafter w kolorze pelletu, którym necilem pół dnia. Jedną ręka trzyma wędkę, drugą sięgam do pudełka. Trzy pelleciki lecą na spławik niemalże. Są nieco mniejsze 4mm. Czasem lekko podnoszę zestaw imitując tym samym, że moja przynęta to taki większy kawałek  tego co wpada do wody. Jest pierwsze branie i pierwsza ryba.

Nadal rozmiar niezadawalajacy, ale dobry znak….

Kręcą się tutaj. Oczywiście i zestaw i elastic mocniejszy. Jencow nie bierzemy. Brania sa gwaltowne. Ryby silne i waleczne. No i nareszcie jest to na co czekałem. Elastic robi co może, żeby powstrzymać rybę. Ja zresztą też. 10 minut zmagań w trudnych technicznie warunkach. Mocno zarosniete miejsce. Dało radę i jest w podbieraku. Szybkie ważenie, zdjęcie i do wody. 8 kilogramów szczęścia. Do wieczora wpadło jeszcze kilka 5 i 6 kilowych sztuk. Niestety żadna nie pobiła wagą pierwszej. Nieszkodzi i tak satysfakcja ogromna i kolejne cenne doświadczenie.
To na co chcę zwrócić uwagę to niepozornosc takich miejsc i ich ogromny potencjał. Czasem wystarczy ledwie kilka wystających trzcin bądź nieduży korzeń. Kilka liści grazeli. Ani tam głęboko, a jednak ryby odwiedzają je chętnie. Często przyczyną jest człowiek. Odchodząc do domu wyrzycamy resztę zanęty, czy robaków tuż pod nogami. Ryby doskonałe o tym wiedzą i tam przychodzą. Podsypanie tam kukurydzy, czy pelletow powinno je zatrzymać na dłużej. Jeśli tak się uda można nieźle połowic. Nie jest też żadna tajemnicą, że te miejsca odwiedzają naprawdę duże ryby. Częściej właśnie tam je łapie niż w standartowych miejscach. Nie tylko karpie. Inne gatunki też lubią się tam pojawiać.

Trzeba być przygotowanym na różne niespodzianki z MARGIN FISHING

Tym razem miałem tyczke, ale lowilem w takich miejscach za pomocą feedera, czy też klasycznego zestawu spławikowego. Tyczka zdecydowanie najprecyzyjniej można podać przynętę w odpowiednie miejsce. Dodatkowo prowokowanie ryb ruchem. Podnoszenia przynęty znacznie zwiększa ilość bran. Chlupot wpadających pelletow do wody dopełnia całości. Nęce średnio około 45 sekund dwa trzy pelleciki. Tu zasada często, a mało sprawdza się znakomicie. Oczywiście jak już wspominałem nim w ogóle zacząłem łowić od czasu do czasu leciały w to miejsce rybie przysmaki. Po to by właśnie w tym miejscu przystawaly i szukały kęskow. Ani to skomplikowane ani trudne. Margin fishing bo o tym mowa sprawdzi się nie tylko na komercyjnych wodach.
Być może trzeba będzie skorygować nieco. Necic czym innym i na haczyk co innego włożyć. Może ryby polowimy inne. Fajne zielone liny. Warto o niej pamiętać. Nie zawsze łowienie w środku łowiska jest dobrym wyborem. Przypomina mi to takze pierwsze wyprawy wędkarskie z czasów dzieciństwa. Bambusowy kij w rękę. Niewielkie mocno zaciśnięte oczka wodne. Sprzęt nie pozwalał łowić daleko. A jednak lowilem i to sporo. W lato takie płytkie miejsca zawsze przygotowywuje o ile jest możliwość. Nie zawsze muszę je oblawiac, mimo to stolowka tam jest. Zima zmienia się to o tyle, że szukam podobnych miejsc z nieco głębszą wodą- mniej wiecej 60 cm. No i zimą trudniej. Czasem zdarzają się zbiorniki bardzo głębokie już przy samym brzegu. Wtedy nie trzymam się zasady i nie szukam płytkich miejsc. Po prostu lowie blisko burty brzegowej. Pod nawisami gałęzi przybrzeznego drzewa. Czy też wspomnianym trzcinowisku. Czasem widać krecace się tam ryby. To znak, że napewno będą się tu pojawiać co jakiś czas i warto cos im tam sypnac. Wrócą, a wtedy kto wie co się może wydarzyć.
Z powazaniem Daniel.

ZAPRASZAM NA INBE BLOGI:

Przez życie z uśmiechem

Psychologia i pomoc innym

Radość życia z hobby

 

Zdjęcia użyte do artykułu wykonanie własne.

4 komentarze

  • Iwona Grymuza

    Artykuł jest napisany ciekawie i z humorem.Osoby,które nie mają do czynienia z wedkarstwem zbyt wiele tak jak ja będą wiedziały co mają robić.Pozdrawiam

  • Adasko Partyzant

    Ja to lubię z partyzanta łowić:-))) u nas to w ogole bez karty. To dopiero jest mega przeżycie. Tu z ukrycia łup na ryby poluje a tu ukrywam się przed strazza miejską😂😂😂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: