Uncategorized

ZAWODY WEDKARSKIE W UK

CZAS SZYKOWAĆ SIĘ NA ZAWODY 

Mimo iż nadal mnóstwo zajęć mnie ściga, wreszcie udało się jako tako ogarnąć czas. Co oznacza spokojny i zorganizowany wyjazd na zawody. Nie pierwsze w tym roku co prawda. Niestety do tej pory pogoda kapryśna będąc skutecznie przeszkadzała i wyniki były przypadkowe i chaotyczne. A czasem w ogóle nic sie nie działo. W okolicy jest gdzie wyskoczyć. Imprezy organizowane są często i w różnych miejscach. Grafik sobie ustawiłem na kilka wyjazdów do przodu. Przy okazji swiatecznych zawodów większą ilość dni wolnych spowodowała możliwości spokojnego pocwiczenia taktyk i zanet.
Zaskoczeniem byla nagła zmiana pogody. Ostre i gorące słońce. Zupełnie jak w lipcu. Tak z dnia na dzień. To nie wróży nic dobrego no, ale co tam. Decyzje juz zostały podjęte. Sprzęt naszykowany. Jedziemy lepsze ciepło jak zimny wiatr.
Sobota wielkanocna i czas rozpocząć ćwiczenia przed niedzielnymi zawodami. Nieduże jeziorko z przerosnietym karpiem. Brzeg obstawiony jakby to byly zawody. Pierwsze ciepłe dni przyciągnęły mnóstwo osób nad wodę. To dobrze warunki zbliżone do bojowych. Presja nad wodą duża. Ryby gdzieś się pochowaja. Żeby je dorwać trzeba popracować.

Przede wszystkim sprawić by łowić powtarzalnie

Oczywiście na ile będzie to możliwe. Druga rzecz jaką zdecydowała o wyborze tego miejsca to zakaz nęcenia wszelkimi zanetami poza koszykami do feedera. Necic można jedynie ręka lub z procy pelletem czy ziarnami, albo robakami. Spore utrudnienie. Wczesny ranek. Podanie kubkiem po uprzednim wygruntowaniu mieszaniny kukurydzy i małych pelletow przy lini wysunietych w wode trzcin. Drugie miejsce po lewej stronie przy samym brzegu pod nawisami galezi. No i zostawiam necone miejsca w spokoju na jakisz czas. W między czasie klasyczny pellet waggler w rękę i oblawiam mniej więcej środek stawu. Nie przynosi to żadnego efektu. Nie czekam dłużej znów tyczka w rękę i zaczynam oblawianie pasa trzcin. Nie czekam dlugo. Kilka minut i pierwsza ryba melduje sie na haku. Brania sa niezbyt szybkie, ale systematyczne. W ten sposób przechytrzyłem 8 ryb w tym pieknego 8 kilowego karpia.
Hol takiej ryby na tyczke to niesamowita zabawa. Kolejny raz sprzet pokazał, że daje radę. Ja natomiast z każdym zlowionym potworem nabieram wiekszego doświadczenia. Słońce prazy już tak mocno, że trzeba było rozebrać się do koszulki i krótkich spodenek. Na nos okulary. Odbija sie w tafli wody i skutecznie oslepia. No, ale co to sie stalo? Próbuje i nic już dłuższy czas. Oba miejsca. Jeszcze nie czas na lowienie spod nog mimo to i tu próbowałem. Kompletnie stanęło. O ile od czasu do czasu ktoś coś lowil z sąsiadów tak teraz kopletnie nic łącznie ze mną.

Krótka przerwa…..

Odwiedziny w sklepiku i zakup kawy. Pogadanka z miejscowymi. Czas wracać. Rozgryźć ten temat co tu sie zadziała. Proca w rękę. Zaczynam donecac pelletem. Szkoda, że straciłem ponad godzinę. Po powrocie jednak znów udaje mi się je podpuscic do bran. Kolejne sztuki laduja w podbieraku. Linia pod brzegiem tez ozyla dajac kilka ryb solidnych rozmiarów. Ogólnie ćwiczenia udane, a i dzień miło spędzony. Zwijam graty. Czas wracać i odpocząć.

Następnego dnia rankiem jestem nad innym jeziorem- zawody się zaczynaja

Kawa losowanie stanowisk, pakowanie gratow na wózek i juz rozpoczynam przygotowania. Już wcześnie rano słońce zaczęło dawać się we znaki. Nic to gwizdek i bierzemy się do roboty. Przepracowałem solidnie 6 godzin, bo tyle zawody trwaly. Wynik mizerny by pomyśleć i wyższej lokacie. Mogę tłumaczyć się na różne sposoby. Zganiac wine na pogode. Niestety nic to nie da. Od początku roku kompletnie mi nie idzie na ważnych imprezach. Dzień wcześniej szło całkiem dobrze i ładnie, a dziś coś się popsuło. Mocno zastanawiam się- czy nie zająć się zbieraniem znaczków. Fakt przeciwników miałem zacnych. Poza tym naprawdę niełatwo występować na takich imprezach. No, ale to nie pierwszy start i jak zeszły rok całkiem miły był tak ten mnie kompletnie dołuje. Oczywiście nie jest moim celem wygrywać. To cel na później nie na teraz. Potrzebuję więcej obycia i doświadczenia. Plan na ten rok jest prosty i myślałem, że realny do zrealizowania.
Mianowicie deptac mocno po piętach przeciwnikom. Żeby wiedzieli iż nie mogą pozwolić sobie na pomyłkę. Bo kto wie czy nie przeskocze ich. Jeśli by się trafiło jakieś podjum czemu nie…. Narazie jednak chciałem wyrobić solidną powtarzalna forme. Niestety do tej pory to jedno wielkie pasmo nieszczęść. Tym bardziej bolesne, iż będąc na tym samym łowisku w poniedzialek. Postanowiłem sprawdzić co zle robię. No i nic takiego nie znalazłem. Ryby lowilem powtarzalnie często i dużo. Sąsiedzi raczej mieli kwaśne miny. Grafik rozpisany. Więc trzeba kontynuować. Tak łatwo poddać się nie mogę. Niestety opanowała mnie aura zwątpienia i niechęci. Brak motywacji.

Zawody to naprawdę ciężki kawałek chleba

Inwestuje w nie nie tylko czas. Także sporo środków pieniężnych. Na sprzęt, zanęty, czy przynęty. Nauka i wyrobienie sobie dobrych nawyków podczas holu ryby na przykład to też nie jest łatwe zadanie. Każdy szczegół się czasem liczy. Efekty są. Niestety nie przekładają sie one na same zawody. Kiedy lowie towarzysko bądź ćwiczę wszystko gra. No chyba, że pogoda splata figla. Na to nikt nic nie poradzi. Ryby to nie roboty. Nie da się nauczyć ich obsługi. Dlatego ten sport taki piękny jest. Nadal jednak chyba za wysokie progi na moje nogi. Nie oznacza to, że nie będę próbował. To co tam zobaczyłem i nauczyłem się jest bezcenne. Tylko tak trochę mi smutno i nieswojo, że ciężka praca nie chce wydać żadnych owoców.
Za kilka dni kolejny sprawdzian. Już opracowana taktyka. Na codzień przynosi ogromne efekty. Obserwowałem innych i często ją stosują na zawodach. Nic nowego dla mnie znam ją dobrze. A jadnak nie chcę zaskoczyć na dobry tor. Oczywiście to nie tak, że nic nie połowie. Tylko to nadal za mało na plan minimum. Nie od razu Kraków zbudowano. Ostatni sezon pokazał, że łatwo nie jest, ale postep po malutku idzie do przodu. Wraz ze zmiana daty w kalendarzu machina sie zatrzymała i nie wiem jak ja rozruszać.
Z powazaniem Daniel
Zdjęcia w artykule własne.

Jeden Komentarz

  • Andrus

    Zobaczysz jeszcze wygrasz. Ryby nie biora na zawolanie. Trzymam kciuki za Ciebie. Jesteś dobry w tym co robisz. I prędzej czy później uda Ci się wygrać zawody

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: